Nie trzeba było być zbytnio skoncentrowanym lub uważnym, by - jak Polska długa i szeroka - oczy same kierowały się na reklamę z dwójką kucharzy. Rozmiar i zamysł tego przedsięwzięcia, przyznaję, robi wrażenie. I - jak to zwykle bywa - stworzył otoczkę komentarzy za i przeciw.

Wracam pamięcią do rozmowy z jednym z celebrytów kucharskich. Ładnych kilka lat temu stwierdził, podczas  jednej z zakulisowych rozmów: „w Polsce, na gotowaniu w kuchni jeszcze nikt się nie dorobił… i nie dorobi”. Ta „złota myśl” dobitnie wraca do mnie po tak długim okresie czasu. Wydaje mi się, że z perspektywy lat, autorowi tej wypowiedzi muszę przyznać rację.  Wtedy jednak, jako młody człowiek pełen kulinarnych ambicji, miałem do niego duże pretensje uznając, że przysłowiowa woda sodowa uderzyła mu do głowy.

Przykładem jest chociażby chłopak z plakatów, który zbudował wizerunek na duchu wartości nieskazitelnych, a jednocześnie zdecydował się na wybór drogi „na skróty”. I nie są to tylko sarkastyczne stwierdzenia, na zasadzie kto jest dobry a kto zły i kto, w jaki sposób sprzedał się z wizerunkiem lepszym, lub gorszym. Śmieszy mnie tylko ta gra pozorów. Nie wiem, ilu w Polsce jest kucharzy, szefów kuchni, ludzi czynnie gotujących. Niezależnie od umiejętności i szczęścia, każdy pragnie sukcesu. Nie okłamujmy się, sukces finansowy (mały, duży, jakikolwiek) nie jest efektem codziennego oczekiwania na gościa. I można tu używać wielu pięknych słów, ale mogę powiedzieć – ja również jestem tego przykładem. Wszyscy jesteśmy częścią brutalnej maszynki mielenia... mamony.

Pozostaje tylko zadać sobie pytanie. Co jest dla nas ważne? Zgoda z samym sobą, bezpieczna starość? Niewątpliwie taka umiejętność kierowania swoim życiem i karierą, aby nie trzeba było dokonywać kontrowersyjnych wyborów.

Tagi: