Miało być kilka dłuższych zdań o podróży, nota bene jednej z najdłuższych. Podróży, która miała służyć wyciszeniu, na pewno od tematów z gastronomią związanych. Niestety. Na skutek kradzieży trakcji kolejowej przerodziła się ona w kulinarny reality show. Sprowokowany przez sędziwą panią z wąsikiem. Począwszy od wywodów, że od tygodnia „dobry gulasz za mną chodzi”, kto i jak robi najlepsze kotlety, po ceny truskawek. Z przedziałowym finałem kulinarnych fanów Pani Gesslerowej i Pana Makłowicza. A czy pan lubi pitrasić? – nie ominął i mnie uprzejmy udział w dyskusji. Zwał jak zwał podążałem, czy tego chciałem czy nie, w istotnie kulinarnej podróży. Z solą narodu polskiego. Nasłuchałem się, oj, nasłuchałem.

Miało być dużo więcej zdań o nas wszystkich. O życzliwości międzyludzkiej w stylu „z całego serca życzę ci wszystkiego … najgorszego” i nakręcającej się spirali głupoty. Miało być o moich obserwacjach i przemyśleniach fejsbukowych. O lansowaniu się w świetle monitora. Ale odpuszczam z radością wszechogarniającą moje serce. W akcie łaski wobec swoich ułomności i różnych ludzkich indywidualności i charakterów. Cieszę się świętem ogólnonarodowym. Że dożyłem w Polsce mimo wad i różnic wielkiego święta nas wszystkich.

Miało być… ale jeszcze nie tym razem.

Teraz udaję się zawodowo do pięknego miasta Gdańsk. A zaraz po tym zamierzam zniszczyć swoje gardło na jednym z meczów naszej reprezentacji.

I oczywiście na wyjeździe… coś skonsumować :)

Powodzenia i pozdrowienia dla wszystkich. Polska gola!

Tagi: