Tak naprawdę pomysł na wpis narodził się we wrześniu, w pociągu zmierzającym do Gdańska.

Żyjemy w czasach, w których chyba już nas nic nie dziwi i nie jest w stanie zaskoczyć. Rzeczy nowe pojawiają się i znikają . Restauracje, produkty, często z nową szatą i wizerunkiem wpajane są nam do głowy. Życie weryfikuje później co się przyjmie, a co odejdzie w niepamięć.

Tydzień wcześniej chciałem zaeksperymentować z likierem goldwasser. Chciałem, okazało się jednak, że ów polski likier to już historia, która zakończyła się nieco ponad rok temu. Zastanawiam się, czy pęd życia jest tak szybki, czy media niewystarczająco nagłośniły sprawę, że temat zupełnie mi umknął. I miałem go zostawić, ale jednak nie. Myśli uwierały mnie, podszeptywały, bym nie odpuszczał.

Ta prawdziwa korzenna perełka z płatkami złota, symbolizowana z Gdańskiem, niezrozumiałym dla mnie do końca faktem przestała być produkowana w Polsce. Z tym, co by nie powiedzieć nietuzinkowym trunkiem moja wiedza zatrzymała się na etapie, gdy po wielu zawirowaniach przeniesiono produkcję z Gdańska do Poznania, by w czerwcu ubiegłego roku zaniechać produkcji. Nie do końca wierząc w dany stan rzeczy poszperałem w necie i wszystko było już jasne. Polmos zaprzestał produkcji, zatrzymując znak towarowy (marna to pociecha), tłumacząc się zmianą polityki. Nic się nie stało? W dobie czasów, kiedy wszyscy krzyczymy i bijemy się o polskie marki, pozbywamy się co by nie powiedzieć rozpoznawalnego, flagowego produktu. Jestem laikiem w temacie opłacalności produkcji owego trunku, który wiem inspiruje swym specyficznym smakiem wielu koneserów niestety chyba nie w Polsce. Ale czy nie warto było ukierunkować się w stronę limitowanej edycji butikowej, pięknej oprawy, takiej jaką mamy możliwość zakupić w przypadku wielu firmowych marek? Koneser zawsze zapłaci za jakość. Polska goldwasserka ze swą historią utonęła w morzu dziwnych zbiegów okoliczności. Ja z moim patriotyzmem niemieckiej mówię nie.

Tagi: