Przyroda przygotowuje się do snu. Okoliczności wynikające z nadejścia jesieni widać gołym okiem. Można je również zaobserwować w życiu restauracyjnym. Ludzie poszukują zatrudnienia.

Otrzymuję sporą liczbę CV od osób poszukujących pracy. Pierwszą grupę stanowi młody narybek tuż po ukończeniu szkoły i wakacyjnym wyszumieniu, mierzący się z dorosłością. Druga grupa to w szczególności kucharze „posezonowi”, szukający schronienia na zimę. Po zakończeniu sezonu marzą o ciepłej wegetacji przed kolejnymi podbojami. Ich talent do zmian miejsc pracy w przeciągu roku lub dwóch jest naprawdę pokaźny. Trzecia grupa stanowi efekt naszej polskiej rzeczywistości. Z odlotem ptaków odlatują pracownicy. Często wartościowi ludzie. Gdy chłodna kalkulacja i codzienność zmusza do redukcji etatów, by przy minimalnym obłożeniu personelu doczekać do wiosny.

Z podaniami dołączane są czasem referencje. Referencje, których wartość nie do końca jest w Polsce dostrzegana. Często bowiem są to  biurokratyczne, bezduszne formułki, nie mające racji bytu, tuszujące prawdziwy obraz człowieka / pracownika.

Niektórzy kandydaci twierdzą, że taki papier jest im zbyteczny. Dziwna ta zbieżność sytuacji i dziwne oderwanie od rzeczywistości. Bo bez referencji w gastronomii na świecie człowiek nie istnieje. Niektórzy zapominają, że liczy się również zasada o "nie paleniu mostów za sobą." Jakże ważna z zasad w hermetycznie zamkniętym środowisku. Co jak co, ale opinia idąca pocztą pantoflową ma nierzadko decydujące znaczenie. Referencje i zarazem opinia to także podsumowanie etapu, dla którego ludzie na całym świecie pragną pracować u swoich kulinarnych autorytetów, odbywając u nich staże i podpisując kontrakty. Godząc się na wszystkie niedogodności dnia codziennego, kiedy zaciera się granica pomiędzy pięknem finalnym na talerzu, a codziennością w kuchni.

Tagi: