W tym roku minie chyba 20 lat, odkąd siedziałem z moim - jak na tamten okres czasu - kulinarnym guru, w okolicznej knajpce w Auxerre.  Szwędaliśmy się, pamiętam, po kilku fajnych brasserie, odwiedziliśmy szanownego pana pasztetnika, jedliśmy jego terrine i rillettes, popijając czerwone wino. I kończąc u ponoć znanego kolarza, który na zakończenie kariery otworzył swój mały lokal z przysłowiową kawą i ciastkiem, by cieszyć się spokojną starością w towarzystwie życzliwej mu społeczności.

Budowałem wtedy na fundamentach euforii młodości wspaniałe plany na przyszłość. Życie i rzeczywistość doprowadziły mnie po dwudziestu latach gonienia własnego ogona do próby realizacji projektu, dającego wyraz tęsknoty i fascynacji za tamtym okresem czasu – prostej kuchni i nieskrępowanej radości życia.

I niech to będzie moje motto na najbliższe lata po 40-tce ;)

Z najbliższych okolic Rynku Głównego, wokół którego przez większą część swojej kariery zawodowej orbitowałem, przenoszę się na krakowskie Podgórze. W malowniczą okolicę, tuż obok bulwarów wiślanych, u samego wylotu pieszo-rowerowej Kładki Ojca Bernatka. Będzie mi niezmiernie miło Was u mnie zobaczyć !

Tagi: