Ruch panuje w niej niebywały. Zapachy i aromaty mieszają się, tworząc przedziwną symfonię utkaną w wielu podniecających apetyt i wyobraźnię woni* – ale czy aby na pewno? Czy ten  zawarty w jednej ze starych książek kulinarnych cytat, opisujący przygotowania do Wigilii, jest obrazem odtwarzanym w dzisiejszych polskich domach?  Czy aby tradycja nie zaczyna samoczynnie schodzić do lamusa wspomnień?

Wigilijny barszcz czerwony, mak, karp, śledź i inne zamknięte w swych regionalnych tradycjach zyskują znacznie więcej, gdy przygotowujemy je od podstaw. Spożywanie kolacji wigilijnej to integralna tajemnica każdego miejsca i jego kuchni, która posiada w tym dniu często wartość wyjątkową.

Przyznam się, że jest mi w niesmak, kiedy patrzę na Panią, która od dłuższego czasu czaruje z ekranu i która znalazła swój sposób na ... chyba wszystko w gotowaniu. Tym razem na swój sposób na święta, bo bez tremy. A ta trema rozpuściła się z dodatkiem niezastąpionych produktów instant wykorzystywanych na świąteczny czas. Ulegamy magii kroczenia na skróty, czego konsekwencje będą przejmować przyszłe pokolenia. I nie chodzi tu tylko o Boże Narodzenie, ale również o nawyki żywieniowe dnia codziennego. Czy polska tradycja kulinarna, która powstała na fundamentach zmiennych losów tożsamości narodowej i kojarzona jest nierozerwalnie ze stołem w tym najważniejszym dniu w roku, schodzi na plan dalszy? Chcę wierzyć, że nie. Ale wiem na pewno, jest poważnie zagrożona.

* Maria Lemnis, Henryk Vitry W staropolskiej kuchni i przy polskim stole

Tagi: